Tak, masaż tajski pomoże Ci się rozluźnić, nawet jeśli na macie do jogi czujesz się jak zardzewiały zawias. To rozciąganie znane z jogi z jedną różnicą: pozycje prowadzi masażysta, a Ty leżysz i oddychasz, pozwalając ciału oddać napięcie. Dla osoby sztywnej to łagodny pierwszy krok do swobodniejszego ruchu, a dla tej, która już ćwiczy, partner praktyki pokazujący, gdzie ciało trzyma najwięcej napięcia.
Dlaczego masaż tajski nazywa się jogą dla leniwych?
Na masaż tajski przychodzisz w wygodnym ubraniu i kładziesz się na macie albo cienkim materacu rozłożonym na podłodze. Nie ma tu olejku ani rozcierania skóry. Masażysta uciska ciało dłońmi, kciukami, łokciami, kolanami, a czasem stopami, po czym przeprowadza Cię przez serię ułożeń. Przyciąga kolano do klatki piersiowej, obraca tułów w skręcie, unosi nogę i powoli ją wydłuża. Wiele z tych pozycji rozpoznasz z maty, zwłaszcza skręty i otwieranie bioder.
Różnica tkwi w tym, kto wykonuje pracę. W jodze mięśnie jednocześnie się rozciągają i pracują, żeby utrzymać Cię w pozycji. Podczas masażu tajskiego mogą odpuścić, bo ciężar ciała trzyma ktoś inny. Takie rozciąganie nazywa się pasywnym i właśnie od niego pochodzi przydomek „joga dla leniwych”.
Tajowie nazywają tę praktykę Nuad Thai, a w 2019 roku UNESCO wpisało ją na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego ludzkości. Tradycja opisuje ciało jako sieć linii energetycznych zwanych sen, wzdłuż których masażysta prowadzi ucisk. Pokrewieństwo z jogą widać nawet w architekturze: w bangkockiej świątyni Wat Pho, uznawanej za kolebkę nauczania masażu tajskiego, stoją figury pustelników wygiętych w pozach łudząco podobnych do asan. Nie musisz jednak znać tej filozofii, żeby poczuć efekt. Wystarczy, że pozwolisz się prowadzić.
Masaż tajski czy joga: co wybrać, gdy ciało jest sztywne?
Spięte ciało broni się przed rozciąganiem. Im mocniej ciągniesz, tym mocniej mięśnie się napinają, jakby chciały Cię powstrzymać. Stąd frustracja na zajęciach: zamiast odpoczywać, zaciskasz szczękę, wstrzymujesz oddech i liczysz sekundy do końca pozycji. Masaż tajski przerywa to błędne koło, bo zdejmuje z Ciebie odpowiedzialność za ruch. Skoro nie musisz niczego osiągnąć, ciało przestaje walczyć.
Joga daje z kolei coś, czego masaż nie zapewni. Uczysz się czuć własne ciało i pracować z nim samodzielnie, bez niczyjej pomocy, kiedy tylko masz na to ochotę. Masaż to wizyta raz na jakiś czas, a mata czeka na Ciebie codziennie. Dlatego nie traktuj tych praktyk jak rywalek.
Jeśli po dniu przy biurku ledwo sięgasz do kolan, a z zajęć wychodzisz bardziej zła na siebie niż odprężona, zacznij od masażu. Pozwoli Ci poczuć, jak wygląda rozluźnienie, zanim spróbujesz wywołać je sama. Jeśli ruszasz się dość swobodnie, ale brakuje Ci chwili głębokiego wyciszenia, zostań przy macie, a masaż tajski traktuj jako rytuał, który co jakiś czas pomaga zejść o krok głębiej.
Jak połączyć masaż tajski z jogą, żeby jedno wzmacniało drugie?
Wspólnym mianownikiem obu praktyk jest oddech. Doświadczony masażysta zwykle pogłębia rozciąganie w chwili, gdy robisz wydech, bo wtedy ciało najłatwiej ustępuje. Na macie działa to identycznie. Jeśli podczas masażu nauczysz się świadomie wydłużać wydech i puszczać przy nim napięcie, przeniesiesz ten nawyk na zajęcia niemal bez wysiłku.
Masaż jest też świetną diagnozą. Zwróć uwagę, które miejsca bolały przy ucisku, a które puściły najwyraźniej. To mapa Twojego napięcia. U osób pracujących przy komputerze najczęściej są na niej kark, barki i biodra, ale Twoja może wyglądać inaczej. Na macie poświęć tym partiom więcej czasu i wybieraj pozycje, które je łagodnie otwierają.
Wskazówka: Na koniec masażu zapytaj masażystę, która część ciała była najbardziej napięta. Ta jedna informacja ustawi Ci praktykę jogi na kolejne tygodnie, bo wskaże, od czego zaczynać każdą sesję.
Wskazówka: Dzień po masażu tajskim wybierz spokojną, łagodną praktykę zamiast wymagających zajęć. Ciało jest wtedy rozluźnione, a Ty wciąż pamiętasz, jak czuło się bez napięcia, więc łatwiej odtworzysz ten stan samodzielnie.
Jak przygotować się do pierwszego masażu tajskiego?
Ubierz się tak jak na jogę. Miękkie, rozciągliwe spodnie i dopasowana, ale nie obcisła koszulka nie będą podjeżdżać przy skrętach ani krępować ruchu. Dżinsy i sztywne materiały zostaw w domu. Wiele gabinetów daje zresztą własny komplet ubrań, więc warto zapytać o to przy zapisach.
Nie przychodź tuż po obfitym posiłku. Ucisk w okolicy brzucha i głębokie skręty z pełnym żołądkiem potrafią zepsuć całą przyjemność. Lepiej zjeść coś lekkiego z wyprzedzeniem.
Masaż tajski bywa intensywny, dlatego od pierwszych minut mów, jeśli ucisk jest za mocny albo rozciąganie dochodzi do granicy bólu. Lekki dyskomfort przy wydłużaniu mięśnia jest naturalny, ostry ból to sygnał, żeby przerwać. Dobry masażysta sam dopyta o Twoje odczucia i dopasuje siłę.
Pamiętaj, że to praktyka relaksacyjna, a nie leczenie. Jeśli jesteś w ciąży, niedawno przeszłaś uraz lub operację, masz osteoporozę, problemy z krzepliwością krwi albo z żyłami, porozmawiaj najpierw z lekarzem i uprzedź masażystę przed sesją.
Joga uczy Cię prowadzić własne ciało, masaż tajski pozwala mu przez chwilę być prowadzonym. Obie praktyki spotykają się w oddechu, przy którym przestajesz walczyć z własną sztywnością. Kiedy poczujesz to raz na macie masażysty, łatwiej odnajdziesz ten sam spokój na swojej.